Blog
"Czasami człowiek musi - inaczej się udusi"
waw75
waw75 jestem facetem
28 obserwujących 386 notek 581803 odsłony
waw75, 15 maja 2017 r.

Eurowizja 2017 – potwierdzenie przełomu

990 5 0 A A A

Pierwszy raz, od kiedy pamiętam oczywiście, festiwal Eurowizji zakończył się kołysanką na dobranoc. Trochę jestem zawiedziony, Portugalczyk mnie nie porwał, ale trzeba przyznać że jego zwycięstwo to, mimo subtelności tej piosenki, krzyczący dowód że festiwal Eurowizji po latach zdołał się oczyścić z kiczu i plastiku.

.

To wynik procesu który trwał co najmniej od trzech lat. Festiwal nie ma żadnych zdefiniowanych kryteriów, co było dotychczas tyleż samo jego słabością co potencjałem. Próby wyboru jakiejś uniwersalnej poprawnej piosenki od lat skutkowały generowaniem po prostu żenującego kiczu. Nie było wiadomo czy zwycięska piosenka ma być pląsającą przygrywką na plażę, skoczną sieczką na dyskotekę, czy sztampowym estradowym „moralitetem” w którym artysta z pomalowanymi na cynkową biel zębami, popisze się (obowiązkowo z dramatycznie rozłożonymi rękami) półtora minutową wokalizą na całe gardło a w tle będą strzelać słupy ognia albo na całej scenie pojawi się napis „love” albo „peace”. Ten dramatyczny zjazd jakości festiwalu paradoksalnie pogłębiał dodatkowo imponujący rozwój efektów specjalnych które w zamyśle miały potęgować wartości artystyczne piosenek, a w rezultacie po prostu celowo maskowały żenująco niski ich poziom.

.

W 2016 roku w Sztokholmie, już nawet sami organizatorzy, jako element oprawy, przygotowali piosenkę która była kpiną z formuły festiwalu. Miał to być przepis na tzw murowanego faworyta. Zebrano elementy choreografii, najczęściej poruszane treści i styl wokalny dominujący od lat na Eurowizji. Efekt był po prostu piorunujący: Mans Zelmerlow i Petra Mede wyśpiewali ironicznie typową dla Eurowizji skoczną piosenkę z powtarzającymi się słowami „love, love – peace peace”, a na scenie szalała taka „menażeria” że trudno było opanować śmiech: słupy ognia, płonące fortepiany, tancerze na wrotkach, cycate dziewoje mieszające masło, biegacz w chodziku dla chomików, ruskie babuszki z bochnami chleba, nasmarowani oliwą przypakowani bębniarze. Słowem cyrk na kółkach. [2] Naprawdę wielki szacunek dla Szwedów że głośno i bez znieczulenia powiedzieli prawdę o żenującym dryfowaniu Eurowizji. I naprawdę znakomicie się stało że właśnie na tym, zeszłorocznym festiwalu na którym głośno powiedziano że Eurowizja doszła do dna, na scenie objawiła się naprawdę zjawiskowa Jamala ze swoją rewelacyjną pod każdym względem piosenką „1944”. Dobrze się stało bo dzięki temu nie skończyło się na utyskiwaniu, ale europejska publiczność w pakiecie dostała też konkret – piosenkę i wykonanie która podyktowała poziom.

.

Publiczność Eurowizji sama zaczęła się już chyba wstydzić że festiwal stał się symbolem żenującego plastiku. Ważnym przyczynkiem stały się też europejskie edycje „voice`ów” w których prawdziwi fachowcy, a nie plastikowi celebryci, pokazują, nie tylko młodym wykonawcom, ale przede wszystkim też szerokiej publiczności telewidzów na czym polega wartościowy poziom muzyki. Na tym właśnie polega misja mediów publicznych, nie tylko w Polsce. Publika mediów skupionych w Eurowizji jest dzięki temu coraz bardziej wyrobiona muzycznie i trudno już ludziom wcisnąć każdą sieczkę oprawioną sztucznymi ogniami. Moim zdaniem do tego otrzeźwienia przyczynił się, czy też poprawniej mówiąc przyczyniła się w 2014 roku Conchita Wurst czyli Thomas Neuwirth – gość który postanowił że będzie kobietą ale jako kobieta – do wieczorowej sukni będzie nosił brodę. I pomimo że Neuwirth vel Conchita swoją piosenkę zaśpiewał/a naprawdę świetnie, wygrywając zresztą konkurs w Kopenhadze, to kiedy opadł już kurz festiwalowych emocji, zaczęło do ludzi docierać że absurdalność sytuacji i kiczowatość formuły festiwalu doszły do ściany za którą jest już tylko śmieszność.

.

Wracając do tegorocznego konkursu, miał on dwa symboliczne znaczenia. Po pierwsze zwycięstwo Salvatora Sobrala z piosenką która wykracza daleko poza kanony przebojów festiwalu. Nie ma się co czarować – tego utworu nie będziemy słyszeć w żadnych rozgłośniach, chyba że głęboką nocą. Ale też trudno powiedzieć że reprezentuje on plastikowy kicz. Co więcej mniejsze znaczenie miało to kto zostanie zwycięzcą festiwalu – bo jego prawdziwy potencjał tkwił w ogólnym poziomie. A ten – w tym, jak i w zeszłym roku był naprawdę bardzo wysoki. Portugalczyk nie wygrał dlatego ze wyśpiewał najlepszą piosenkę – wygrał bo był inny niż wszyscy inni. Było co najmniej 10 utworów które bez niczyjego zdziwienia mogły ten festiwal wygrać – bo były świetne, doskonale zaśpiewane, bez kiczu i plastiku. Trudno jednak byłoby z czystym sumieniem stwierdzić że były lepsze od konkurencji. I też były szczere, prawdziwe i do puszczenia w radiu, na koncercie czy nawet zremixowania na imprezę. Nawet jeśli Sobrala nie będzie się dało puścić w radiu, bo słuchacze musieliby iść sobie zrobić mocną kawę, to festiwal pozostawił po sobie znakomitą po prostu piosenkę Belgijki Blanche - jak ją nazwał Artur Orzech: "dziewczynę ze łzami w głosie", czy inne bardzo dobre utwory, z Bułgarii, Norwegii, Francji czy tradycyjnie od lat z Azerbejdżanu.

.

Dlaczego nasi nie podbili znów Eurowizji? Myślę że od trzech lat desygnujemy do festiwalu naszego świetnych wokalistów. I śpiewają naprawdę bardzo dobrze. Ale, podobnie zresztą jak Czesi, wpadamy w pułapkę symboliki: podkreślamy ważny, dramatyczny przekaz piosenek, na siłę szukamy ideowego manifestu – zapominamy natomiast o atrakcyjności melodii. Nasi śpiewają po prostu rewelacyjnie – doskonale zaśpiewała Monika Kuszyńska, świetny był Michał Szpak, Kasia Moś w tym roku też była na najwyższym poziomie. Ale melodie ich piosenek nie zdołały dogonić ani ważnego tekstu ani dramatyzmu przesłania.

.

Osobnym tematem – i moim zdaniem również symbolicznym i przełomowym było niedopuszczenie do występu w Kijowie reprezentantki Rosji Julii Samojłowej. Z jednej strony wielka szkoda bo Rosja od lat wysyłała na festiwal bardzo dobrych artystów. Polina Gagarina w 2015, czy Siergiej Łazariew rok temu w Sztokholmie to były dwa mocne występy. Natomiast muzyka dzieje się w świecie realnym i nie jest tylko ideologiczną papką – inwazja Rosji i zagarnięcie Krymu to świat realny, w Donbasie realnie giną ludzie i w Kijowie Ukraińcy udowodnili że Eurowizja to poważny europejski festiwal a państwa tam występujące muszą respektować zasady a nie tylko wyświetlać je na telebimach.

.

[1]

„Staroć”, zwyciężczyni z Baku w 2012 roku, pochodząca z Maroka Szwedka Loreen.

W tym roku Loreen także ubiegała się o nominację Szwedów ale przepadła w eliminacjach krajowych. Istotnie tym razem jej piosenka była blada, i nie pomogło nawet publiczne wyznanie Loreen że jest biseksualistką. Nie te czasy – ta mentalność Europy idzie do lamusa.

https://www.youtube.com/watch?v=Pfo-8z86x80

[2]

https://www.youtube.com/watch?v=Cv6tgnx6jTQ


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

po prostu chcę rozumieć

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Zapomniał Pan dodać że "musiałby przejechać na pasach zakonnicę w ciąży" żeby cokolwiek...
  • Nie wątpię w Pani wnikliwą o szeroką pamięć - łącznie np z owymi "tysiącami trolli"...
  • "wlasnie w wyniku propagandowego PR robiono z niego kogos zyczliwego i powszechnie kochanego" -...

Tagi

Tematy w dziale Kultura